Publikacje

Zimowe szaleństwo na lotnisku w Toruniu czyli Winter Trophy

Dodane: 19.01.2021

Zimowe szaleństwo na lotnisku 

Jedni, żeby polatać po śniegu, wybierają sanki, inni narty, a są tacy co wolą... Focusa RS czy Subaru Imprezę. Właśnie ci ostatni przed kilkoma dniami spotkali się w Toruniu na pierwszej edycji Winter Trophy.


Po sukcesach szeregu cykli, takich jak choćby Driftingowy Puchar Polski „Drift Trophy”, Time Attack Trophy czy Track Day Trophy, organizatorzy z grupy Motorsport Trophy postanowili w tym sezonie postawić na nowe, kolejne projekty sygnowane wspólną marką. Winter Trophy z założenia miał być cyklem zimowych superoesów, odbywających się na lotnisku Aeroklubu Pomorskiego w Toruniu. Z racji na obowiązujące obostrzenia związane z przeciwdziałaniem epidemii COVID-19, wydarzenie musiało nieco zmienić swój pierwotny charakter. Aktualnie nie można organizować oficjalnych treningów i zawodów sportowych dla amatorów, więc spotkanie odbyło się jako szkolenie z jazdy w specjalnych warunkach. Zostało zrealizowane wspólne z Toruńską Akademią Jazdy, której instruktorzy również byli obecni na obiekcie i służyli swoimi radami uczestnikom eventu.



Po krótkim wstępnie teoretycznym, przyszedł czas na doskonalenie techniki jazdy w warunkach zimowych podczas typowej sesji treningowej. Mimo, że wydarzenie z założenia miało charakter szkoleniowy, to jednak w jego dalszej części nie zabrakło części konkursowej. Wszyscy uczestnicy mogli sprawdzić się w próbach na czas na prowizorycznym przeszło kilometrowym torze wytyczonym na płycie toruńskiego lotniska. Zgodnie z przewidywaniami najszybsi okazali się kierowcy aut z napędem na obie osie. Z powodu panującej w tym dniu odwilży intensywnie rozjeżdżany śnieg szybko zamieniał się breję, ażeby w dalszej części czasówek już niemal całkowicie zniknąć z wytyczonej trasy. Czteronapędówki najlepiej radziły sobie we wszystkich tych warunkach – śnieżnych, pluchy i na typowo mokrym betonie.



Najlepsze rezultaty podczas każdej sesji na czas uzyskał Piotr Ćwikliński (Subaru Impreza WRX STI). Bardzo zacięty bój o drugą lokatę trwał aż do ostatnich przejazdów pomiędzy dwojgiem kolegów w bardzo mocnych hot hatchach. Finalnie zwycięsko z niego wyszedł Edwin Trachanowicz (Mercedes A45 AMG), gdyż Patryk Banz (Focus MK3 RS 2.3) w swoim decydującym przejeździe otrzymał 5-sekundową karę czasową za potrącenie jednego z pachołków. Kierowca Forda i tak może mówić o sporym szczęściu, gdyż w końcowym rozrachunku o zaledwie niespełna sekundę pokonał mistrza Track Day Trophy 2020 z klasy czteronapędoówek, czyli Macieja Sławińskiego (Audi TT 1.8T Quattro).
Piąty w klasyfikacji generalnej był najszybszy kierowca z grupy „osiek” - bardzo doświadczony i utytułowany Krzysztof Sławiński (Volkswagen Polo TDI). Pierwsza trójkę FWD uzupełnili: Jakub Arent (Ford Puma 1.7) i aktualny mistrz Time Attack Trophy w klasie 1, czyli Maciej Kwasiński (Honda Civic VI 1.4 i S). Naprawdę przyzwoicie w tych trudnych, zmiennych warunkach radzili sobie też dwaj bardzo młodzi kierowcy – Adam Kuncewicz (Toyota Yaris 1.3) i „Kasztan” (Fiat Seicento 1.2).



W grupie RWD niemalże do samego końca trwała zacięta walka o pierwszą trójkę pomiędzy czworgiem kierowców. Zwycięzcą ostatecznie okazał się Olgier Nikel (BMW 318 TI). Dwa kolejne rezultaty należały do pań – druga była Karina Jakubek (Ford Mustang 5.0), a trzecie – debiutująca w tego typu imprezie Agata Uzarska (Mercedes W205 C160), która uzyskała łączny wynik wszystkich prób dosłownie o setne sekundy lepszy od Mateusza Lisińskiego (BMW E36 323 TI). Pechowcem okazał się też Konstanty Hyżak (Mercedes W202 C180), który w trakcie pierwszego swojego przejazdu pomylił trasę. Gdyby nie to, także on liczyłby się w walce o pierwszą trójkę w kategorii tylnonapędówek.



- Ogólnie było to naprawdę udane wydarzenie, szkoda jedynie, że aura nie okazała się trochę łaskawsza – mówi Tomasz Niejadlik, dyrektor Motorsport Trophy, główny organizator eventu. - Wskazania synoptyków, którzy na dany tydzień przewidywali lekki mróz i opady śniegu, nie sprawdziły się, z dnia na dzień stawały się coraz mniej korzystne i tych śnieżnych warunków na samo szkolenie pozostało nam już niewiele. Co gorsza, w trakcie samego spotkania też panowała odwilż, choć jeszcze dzień wcześniej prognozy wskazywały, że będziemy mieli mróz. Ta dynamicznie zmieniająca się pogoda sprawiła, że spora część zainteresowanych, bojąc się, że nie będzie śniegu, zrezygnowała i na liście startowej ostatecznie znalazło się tylko 30 uczestników. Trochę szkoda, bo gdyby te warunki były bardziej stabilne, to frekwencja pewnie byłaby co najmniej dwukrotnie wyższa. Sądzimy jednak, że ci co mimo wszystko zdecydowali się pojeździć, absolutnie nie żałowali swojej decyzji. Mało tego, to, że w ciągu wydarzenia można było pośmigać w tak różnych warunkach, na tak zmieniającej się nawierzchni, dla wielu było naprawdę ciekawym urozmaiceniem i cennym doświadczeniem.



Druga edycja szkoleniowej pojeżdżawki Winter Trophy planowana jest już na najbliższy weekend (23 lub 24. stycznia). To, czy wydarzenie dojdzie do skutku, zależy głównie od warunków termicznych i tego, czy przynajmniej do soboty na toruńskim lotnisku utrzyma się śnieg. Bieżące informacje na ten temat podawane będą w najbliższych dniach na fanpage'u https://www.facebook.com/MotorsportTrophy/.

Tekst: Motorsport Trophy
Zdjęcia: Julia Truszczyńska (Motorsport Trophy)

Reklama
Reklama