Publikacje

Odlecieli na lotnisku
Track Day Trophy

Dodane: 28.05.2021

To był piekielnie szybki track day, być może najszybsza tego typu impreza w Polsce. W trakcie inauguracji drugiego sezonu ogólnopolskiej serii organizowanej przez Motorsport Trophy lotniczy obiekt w Broczynie stał się prawdziwą „świątynią prędkości”.




Lotnisku koło Czaplinka na Pomorzu Środkowym co prawda daleko do „świątyni” pod Mediolanem, czyli toru Autodromo Nazionale di Monza, ale takiej nawierzchni i tak szybkich partii, jakie znalazły się na próbach pierwszej rundy Track Day Trophy 2021, nie powstydziłoby się wiele znanych europejskich obiektów.





Bezpieczne zabawy z ogniem

Wytyczona specjalnie na te zawody ponad pięciokilometrowa pętla w wielu miejscach pozwalała uzyskiwać bardzo wysokie prędkości, a jednocześnie okazała się bardzo bezpieczna dla kierowców i ich maszyn. Jak mówią organizatorzy, przygotowanie takiej trasy było nie lada wyzwaniem.
  • Organizacja zawodów na lotnisku to dla mnie i mojego zespołu bynajmniej nie nowość, jednakże tym razem stanęło przed nami naprawdę trudne zadanie – podkreśla Tomasz Niejadlik, dyrektor grupy Motorsport Trophy. - W ciągu ostatnich kilku miesięcy tego typu lotniskowe zawody organizowaliśmy aż pięciokrotnie. Również obiekt w Broczynie nie był dla nas nowością, gdyż w sierpniu 2019 zorganizowaliśmy w tym miejscu jedną z rund ligi driftingowej Drift Trophy. Wówczas jednak wszystko odbywało się na zdecydowanie mniejszej przestrzeni. Teraz dostaliśmy szansę stworzenia prowizorycznego, ale bardzo szybkiego i ciekawego toru z aż pięciokilometrową pętlą, jednak z drugiej strony te duże prędkości nie mogły wiązać się ze zbyt dużym ryzykiem pod kątem bezpieczeństwa uczestników. Wytyczając nitkę bardzo zależało mi na tym, ażeby trasa nie była też zbyt mordercza dla aut uczestników. Z jednej strony nie mogliśmy dopuścić do sytuacji, w której najszybsze maszyny na długich prostych osiągałyby jakieś ekstremalne prędkości, a z drugiej nie wchodziły w grę bardzo mocne hamowania co kawałek, nie chcieliśmy, żeby był to festiwal smażenia hamulców. Do tego doszło jeszcze zapewnienie bezpieczeństwa kibicom i zabezpieczenie się przed nieproszonymi gośćmi, którzy są przyzwyczajeni do tego, że obiekt na co dzień jest otwarty i bardzo łatwo na niego z kilku stron wjechać.




Projekt trasy najwyraźniej spełnił swoje zadanie, gdyż zawody okazały się bardzo bezpieczne. W ich trakcie nie doszło do żadnego groźnego zdarzenia, a i wszystkie auta dotrwały do końca przejazdów. 

  • Prawdę mówiąc dużo więcej takich przykrych sytuacji mieliśmy podczas ostatnich rund na naszym domowym Torze Toruń – podkreśla Tomasz Niejadlik. - Już od dawna nie mieliśmy sytuacji, żeby podczas zawodów torowych wszystkie auta odbyły komplet przejazdów. Szkoda tylko, że nie udało nam się przekonać większej grupy kierowców do tego, że jesteśmy w stanie przygotować ciekawą i bezpieczną trasę także w tym miejscu.

Na liście startowej ostatecznie znalazły się 54 nazwiska, co jak na popularność serii Track Day Trophy i jej bratniego cyklu Time Attack Trophy nie jest liczbą zbyt imponującą. W trakcie niedawnej inauguracji drugiego sezonu TAT w toruńskim MotoParku na liście znalazło się 100 kierowców, a chętnych do startu było jeszcze więcej, bo organizatorzy w sumie otrzymali prawie 150 zgłoszeń.




M, RS, EVO, AMG, STI...

Na lotnisku w Broczynie zawodnicy rywalizowali w czterech klasach podstawowych i czterech podklasach Street, stworzonych z myślą o kierowcach startujących seryjnymi autami i tymi po niedużych modyfikacjach. Regulaminowym wymogiem w tym przypadku są też opony z homologacją do ruchu drogowego. O trofea w dodatkowych klasyfikacjach walczyli również kierowcy Mercedesów i Mazd MX-5. Organizacja w ramach serii TDT i TAT prowadzi również puchar dla pań – Girls Trophy, jednakże tym razem na evencie pojawiła się zaledwie jedna zawodniczka – debiutująca w tego typu zawodach Patrycja Sieńczuk (Honda Civic).



Niesamowicie szybki tego dnia na próbach w Broczynie był Dawid Maszoński w prawie 400-konnym BMW E46 w torowej specyfikacji. Mimo aż 20 karnych sekund doliczonych za naruszenie elementów wyznaczających tor i tak pewnie triumfował nie tylko w klasie 3, ale też w nieoficjalnej klasyfikacji generalnej. Bardzo dobry rezultat w końcowym rozrachunku uzyskał również Patryk Banz (Ford Focus Mk3 RS), który okazał się najszybszy w klasie 4, czyli aut z napędem na obie osie. Drugi w gronie kierowców „czterołapów” i jednocześnie trzeci w nieoficjalnej generalce był Wojciech Stefankiewicz (Mitsubishi Lancer Evo V). Czwarty wynik końcowy uzyskał Szymon Kalbarczyk (Mercedes W211 E55 AMG). W klasie 3 przegrał on tylko z Maszońskim. Wynik kierowcy białej „gwiazdy” tym bardziej zasługuje na uznanie, że w przeciwieństwie do samochodów wszystkich pozostałych zawodników z czołówki generalki startował całkowicie seryjnym autem. Podium klasy 3 uzupełnił Mariusz Antonow (BMW E36 328i). Tuż za „pudłem” znalazł się Marek Perkowski (MINI Cooper S 1.6 Turbo). W przypadku wspominanej klasy 4, czyli aut AWD, na podium stanął też Jakub Kalisz (Subaru Impreza WRX STI). Na czwartej pozycji uplasował się Piotr Maćkiewicz (Audi TT).




Lubawa pozamiatała na lotnisku

Choć tym razem trasa predysponowała głównie mocne maszyny o dużych pojemnościach silników i wysokich momentach obrotowych, to jednak i wśród kierowcy mniejszych aut nie brakowało tych, którzy uzyskiwali znakomite czasy. Na wysokim, jedenastym miejscu w nieoficjalnej klasyfikacji generalnej uplasował się najszybszy w klasie 2 Łukasz Lontkowski (Citroen C2 VTS), który minimalnie pokonał Daniela Gurzyńskiego (Citroen Saxo VTS). Walka pomiędzy zespołowymi kolegami z lubawskiej Grupy Rajdowej LRacing o triumf w tej najliczniej obsadzonej tego dnia klasie (20 startujących) trwała aż do ostatniej próby, w której to Łukasz okazał się nieco szybszy od Daniela. Na podium stanął też Karol Krukowski (Honda Civic IV 1.6). Z kolei w klasie 1 z bardzo dużą przewagą nad rywalami zwyciężył Dawid Lontkowski (Honda Civic V 1.3), brat Łukasza. Drugi był Antoni Grzegorz (Fiat Seicento 1.4), a trzeci – Adrian Rac (Honda Civic V 1.3). Czwartą lokatę zajął Konstanty Hyżak (Mitsubishi Colt 1.3), który jednocześnie triumfował podklasie 1 Street. Drugi w tym gronie był Maciej Kwasiński, a trzecia Patrycja Sieńczuk (oboje Honda Civic VI 1.4 i S). W 2 Street najszybszy był Adam Budzyński (Mazda MX-5 ND 1.8) przed Krzysztofem Michalskim (Honda CRX del Sol 1.6) i Robertem Laskowskim (BMW E36 Compact 1.9). W trzeciej podklasie pewnie triumfował Szymon Kalbarczyk (Mercedes W211 E55 AMG) przed Pawłem Pilarczykiem (Chevrolet Corvette C6 Coupe 6.2), trzeci był kuzyn zwycięzcy – Karol Kalbarczyk (Mercedes W203 C32 AMG). Podklasy 4 Street nie było ze względu na to, że żadne z aut nie kwalifikowało się do niej. Szymon i Karol Kalbarczykowie stanęli na dwóch pierwszych stopniach podium w klasyfikacji Mercedes Trophy. Trzecie miejsce w tym zestawieniu zajął Kacper Woźniak, startujący za kierownicą C-klasy W203 1.8 Kompressor. W Miata Trophy triumfował Adrian Hyjek przed Kamilem Leśniewskim i Adamem Budzyńskim.




Druga runda tegorocznej serii Track Day Trophy odbędzie się 18. września także na lotnisku, ale tym razem Aeroklubu Pomorskiego w Toruniu. Trzecia runda, czyli finał drugiego sezonu TDT, zaplanowana jest w toruńskim MotoParku i będzie połączona z Nocnym Kryterium Asów, które zostanie przeprowadzone... na torze żużlowym na słynnej Motoarenie. Zdecydowanie wcześniej, bo 24. lipca, na Torze Toruń zagości 2. runda Time Attack Trophy.





Tekst i fot.: Motorsport Trophy – Serie Samochodowe

Reklama
Reklama
Reklama