Publikacje

Arkadiusz Lindner na Silk Way Rally

Dodane: 08.07.2019

Arkadiusz Lindner uległ wypadkowi podczas przedostatniego etapu Silk Way Rally 


Arek Lindner podczas poniedziałkowego etapu na trasie z Alashan do Jiayuguan został znaleziony nieprzytomny przy quadzie. Zawodnika Łódzkiego Klubu Offroadowego zabrano śmigłowcem medycznym do szpitala, gdzie przeszedł szczegółowe badania lekarskie.  

Polski Mistrz Europy w rajdach Baja, podczas pokonywania dziewiątego i zarazem przedostatniego odcinka specjalnego rajdu Silk Way Rally uległ wypadkowi i został przetransportowany śmigłowcem. Osobą, która pierwsza dotarła do Arka, udzieliła mu pierwszej pomocy i wezwała ratowników był Rafał Sonik.  

Według informacji uzyskanych od Rafała, który jechał z tyłu, zdarzenie miało miejsce na 104. kilometrze odcinka specjalnego. Arek zniknął za jedną z piaszczystych wydm. Po przyjeździe w to miejsce Sonik zobaczył stojącego w przeciwnym do kierunku jazdy quada i leżącego obok nieprzytomnego Lindnera. Natychmiast zgłosił wypadek organizatorowi i zaopiekował się poszkodowanym kolegą do czasu przybycia służb ratunkowych.  

Po przetransportowaniu śmigłowcem do szpitala Arkadiusz Lindner przeszedł badania, z których wynikło, że ma złamaną kość miednicy, naderwany mięsień u nogi i kilka stłuczeń. Jego stan nie pozwalał na powrót do bazy rajdu, dlatego został przetransportowany do innego szpitala na obserwację, skąd wróci najszybciej jak to możliwe do Polski.  

– Nikt nie wie, jak to się stało. Arek nic nie pamięta z samego wypadku. Na ubraniu i kasku nie ma żadnych śladów, które mogłyby wskazać, co było przyczyną zdarzenia. Rafał Sonik jechał za nim, ale też nic nie widział. Quad stał odwrócony tyłem do kierunku jazdy, a Arek leżał obok. Nie było nawet śladów rolowania quada. Był to jego pierwszy wypadek w całej karierze. Miewał sytuacje, w których quad leciał na niego, ale zawsze umiejętnie z niego uciekał. Teraz najważniejsze jest dla nas, by szybko wrócić do Polski. Tam czekają na nas lekarze, którzy ponownie zbadają Arka i ocenią jego szanse na start w Atacama Rally – powiedziała Gabriela Lindner, żona i manager polskiego reprezentanta.   

Arkadiusz Lindner wraz z całym swoim zespołem dziękuje wszystkim za niezliczone słowa otuchy. Życzenia przesyłane za pośrednictwem mediów społecznościowych, prywatnych wiadomości, smsów i telefonów są dla niego niezwykle ważne i motywujące. Już teraz Arek obiecuje, że powróci silniejszy. 


Silk Way Rally: Lindner zachwycony najdłuższym etapem rajdu 


Walka o statuetkę w kształcie głowy tygrysa przeniosła się na terytorium Chin. Liczący 785 km ósmy etap rajdu był dla polskiego reprezentanta z Łodzi najwspanialszym ze wszystkich dotychczasowych etapów. 

Azjatycki Dakar jest już na terenie Chin, gdzie na zawodników czekają trzy ostatnie i zarazem bardzo wymagające etapy. W niedzielę, po sobotnim dni przerwy od ścigania, rajdowcy mieli do pokonania aż 785 km trasy z Bayin Baolige do Alashan, w tym 326 km odcinka specjalnego. Był to najdłuższy i najbardziej zróżnicowany etap tej edycji rajdu Jedwabnego Szlaku, przez co stanowił duże wyzwanie dla wyeksploatowanych z sił zawodników. Na swej drodze mieli oni do pokonania wyschnięte i niebezpiecznej koryta rzek, kamieniste szlaki i pustynne wydmy.   

Arkadiusz Lindner, po tym jak został zmuszony do przeprowadzenia kapitalnego remontu quada kosztem udziału w piątym etapie i dużych kar czasowych, odzyskał dobre tempo. W niedzielę, choć Arek dojechał na trzecim miejscu w swojej klasie, był to niego najfajniejszy ze wszystkich dotychczasowych etapów.  


  – To był najfajniejszy etap ze wszystkich w tym rajdzie. Byłem na pustyni w Maroko, byłem na pustyni w Abu Dhabi, ale tak wielkich wydm jak tu w całym swoim rajdowym życiu nie widziałem. Bardzo mi się podobało – powiedział na mecie 8. etapu Arkadiusz Lindner. 

Ale nie tylko wspaniałe krajobrazy kierowca quada z numerem #103 zapamięta ze swojego rajdowego debiutu na chińskich ziemiach. Pomijając zgubienie, a następnie poszukiwania narzędzi oraz ważnych części serwisowych, Arek był także świadkiem dramatu jednej z samochodowych załóg. Widząc w oddali gęsty dym, szybko ruszył w jego kierunku z pomocą. Na szczęście zawodnikom nic się nie stało, ale ich auto doszczętnie spłonęło.  

– Jakieś 45 kilometrów przed końcem odcinka specjalnego zauważyłem w oddali dym. Wiedziałem, że musi to być ktoś z naszych, bo to już nie Mongolia i nie ma ludzi palących ogniska. Natychmiast ruszyłem w jego kierunku, by sprawdzić, czy nikomu nic się nie stało i pomóc. Płonął samochód zawodników z Francji, oni na szczęście zdołali z niego wysiąść cali i zdrowi. Stali z boku i nawet byli w dobrych humorach, w sumie nic więcej im nie pozostało – dodał łodzianin.   

Dziś zawodnicy już po raz dziewiąty wyjadą na trasę „jedwabnego szlaku”. Będą kierować się do oddalonego o 500 km miasta Jiayuguan. Na ten dzień organizatorzy zaplanowali 290 km odcinka specjalnego głównie wśród piaszczystych szlaków i wydm pustyni Gobi.  


Silk Way Rally: Lindner dojeżdża do mety na 3 kołach 


Rajd Jedwabnego Szlaku nie szczędzi doświadczeń polskiemu zawodnikowi z Łodzi. Poniedziałkowy etap Arkadiusz Lindner ukończył na kwadratowym kole, natomiast we wtorek przekroczył linię mety bez jednego koła.  


Wczoraj korowód Silk Way Rally pożegnał Rosję i wkroczył na teren Mongolii, gdzie w samo południe pierwsi zawodnicy rozpoczęli walkę na kolejnym, już trzecim odcinku specjalnym, którego długość wynosiła 243 km. Krajobraz lasów i rzek Syberii zastąpiły niekończące się stepy i kamieniste pustynie. Warunki wręcz wymarzone dla tych, co kochają bardzo szybką jazdę, ale także bardzo zdradliwe.  


Arek Lindner szybko zapomniał o przygodzie z kwadratowym kołem z poprzedniego dnia i ruszył na trasę oesu pełen optymizmu oraz chęci odrobienia strat. Od pierwszych kilometrów jechał bardzo dobrym tempem wyprzedzając wolniejszych rywali, w tym także rosyjskiego kierowcę quada, Aleksandra Makimova.  


Na około 60 km przed metą oesu, podczas próby wyprzedzania kolejnego motocyklisty uderzył bokiem quada w znajdujący się na poboczu ogromny głaz, w wyniku czego po przejechaniu kolejnych kilku kilometrów, stracił całkowicie tylne koło. Kierowca quada z numerem 103, stojąc na bezludziu i patrząc jak inni zawodnicy jadą do mety, postanowił, że w ten sposób nie zakończy tego rajdu. Z ograniczoną liczbą narzędzi, w całkowicie polowych warunkach znalazł sposób, aby dojechać do mety jedynie na trzech kołach.  


– To była, jak dotąd najdłuższa jazda quadem, pokonałem ponad 700 km, z czego sporą część tylko na trzech kołach. Początek oesu był bardzo dobry. Już po kilkunastu kilometrach wyprzedziłem Maksimova i kilku motocyklistów. Doganiając kolejnego z nich, mimo dużego kurzu spróbowałem wyprzedzić go w wąwozie. W ostatniej chwili zauważyłem wielki kamień, odbiłem kierownicą, by czołowo w niego nie uderzyć. Prześlizgnąłem się po nim, ale wydawało się to poważne. Zatrzymałem się, aby sprawdzić, czy koło jest całe, ale wszystko wydawało się w porządku. Po kilku kilometrach poczułem, że nie mam w kole powietrza. Nie udało się tego naprawić, ale skoro dzień wcześniej dojechałem na kwadratowym kole to stwierdziłem, że i dziś dam radę. Zdziwiłem się mocno, gdy po kolejnych kilku kilometrach wyprzedziło mnie własne koło. Udało mi się przełożyć przednie koło na tył i jadąc 30-40 km/h dojechałem spacerowym tempem najpierw do mety odcinka, a później do bazy w Ułan Bator. Wbrew pozorom to było fajne doświadczenie, bo wiem, jakie narzędzia muszę przygotować na przyszłość. Jestem też bardzo zadowolony, że nie dałem się zabrać przez „śmieciarkę”. Nigdy w swojej rajdowej karierze nie wracałem „śmieciarką” i szczerze mówiąc nie zamierzam – relacjonuje Arkadiusz Lindner.  


Przed zawodnikami najdłuższy oes rajdu w postaci 470-kilometrowej pętli, ze startem i metą w pobliżu miasteczka rajdowego w Ułan Bator. Dodatkowo zawodnicy będą odcięci od swoich mechaników i wszystkie naprawy będą musieli wykonywać sami. Walka toczyć się będzie pośród malowniczych skał, kamienistych płaskowyży i słonych jezior.    


Kapitalny start Arkadiusza Lindnera!

Arkadiusz Lindner rozpoczął rajd Silk Way rewelacyjnym wynikiem. Jedyny w stawce kierowca quada z napędem 4x4 dojechał do mety pierwszego etapu rajdu na znakomitej 12. pozycji w klasie motocykli i jako pierwszy wśród kierowców quadów.   


Po sobotniej uroczystej ceremonii rozpoczęcia rajdu Silk Way Rally, w niedzielny poranek zawodnicy w końcu ruszyli na trasę. Ich zadaniem było przemierzenie duktami syberyjskiej tajgi ponad 250 km z Irkucka do miasta Bajkalsk, położonego na brzegu jeziora Bajkał. Charakter 51-kilometrowego odcinka specjalnego był bardzo zbliżony do polskich tras rajdowych, co bardzo ucieszyło polskiego Mistrza Europy w rajdach Baja. Swoją radość potwierdził kapitalnym wynikiem – zdobył 12. miejsce w klasyfikacji generalnej rajdu. Pokonał tym samym pozostałych quadowców i znalazł się pomiędzy motocyklistami Orlen Teamu.


– To był bardzo fajny początek rajdu. Nie mogłem doczekać się, kiedy wsiądę na quada. Teraz w końcu czuję się sobą. Odcinek specjalny bardzo mi przypasował. Jechałem po ulubionych terenach, które bardzo przypominały mi nasz poligon w Drawsku Pomorskim, gdzie od lat czuję się znakomicie. Do mety dojechałem niespełna pięć i sześć minut przed moimi quadowymi rywalami, plasując się na dwunastym miejscu, pomiędzy naszymi motocyklistami, Adamem Tomiczkiem i Maćkiem Giemzą. Jestem bardzo zadowolony z tego wyniku i czekam ze zniecierpliwieniem na start kolejnego etapu – komentuje Arek Lindner.


W poniedziałek uczestnicy Silk Way Rally mają do pokonania 413 km, z czego 212 km stanowi odcinek specjalny. Opuszczą oni lasy Syberii i wkroczą na jej górzyste tereny z metą położoną w mieście Ułan Ude. Organizatorzy zapowiadają piękne widoki pośród gór, przełączy i rzek, ale także uczulają na skały i kamienie, na których bardzo łatwo o awarię.


Reklama
Reklama